22 maj 2013

Rozdział 1

     Podróżowanie ma w sobie pewną cząstkę magii. Kiedy stawiasz pierwsze kroki na nieznanym terenie, możesz zaciągnąć się tym niepowtarzalnym zapachem, masz możliwość spróbowania nowych rzeczy. Chłoniesz tamtą kulturę, zwyczaje, odkrywasz piękno poszczególnych miejsc. Widzisz te wszystkie wspaniałe budowle, zachwycasz się krajobrazem, przecierasz oczy ze zdumienia. I kiedy myślisz, że właśnie widziałeś najpiękniejszą rzecz świata, wtedy doświadczasz czegoś jeszcze lepszego. I to jest wspaniałe- ta nieprzewidywalność, ten element zaskoczenia, szczęście, które wtedy cię wypełnia. Bo życie nie składa z oddychania, ale z chwil, które zapierają nam dech w piersiach. To są właśnie te chwile.
     Elektryzujący i zdecydowanie za głośny dźwięk telefonu ponownie rozniósł się po mieszkaniu. Blondynka szczelniej okryła głowę poduszką, chcąc w jakikolwiek sposób uwolnić się od denerwującego odgłosu. Odetchnęła z ulgą, rozkoszując się przyjemną ciszą, która ponownie wypełniła jej sypialnie. Radość nie trwała jednak długo, ktoś najwyraźniej za wszelką cenę próbował się z nią skontaktować, dzwoniąc już chyba po raz dwudziesty. Dziewczyna zrzuciła z siebie pościel, a z jej ust wydobył się pełen irytacji krzyk. Jeszcze nie do końca rozbudzona, potknęła się o leżącą nieopodal walizkę, co dodatkowo wytrąciło ją z równowagi. Po kilkusekundowym przeszukiwaniu torebki chwyciła za komórkę.
-Czego?- warknęła, będąc już na skraju wytrzymania. 
-No w końcu raczyłaś odebrać. Dobijam się do ciebie chyba od godziny- wyraźnie poirytowany głos odezwał się po drugiej stronie aparatu.
-Mamooo- jęknęła przeciągle. -Kilka godzin temu wróciłam z Afryki. Jestem padnięta, chciałam się porządnie wyspać- powiedziała, wracając ponownie do łóżka. -Mam nadzieję, że dzwonisz w jakiejś konkretnej sprawie, a nie po to, by się przywitać.
-Potrzebuje twojej pomocy!- wykrzyknęła, a w jej głosie było słychać nutkę desperacji. 
-Teraz?- zapytała zbolałym głosem.
-Teraz. A właściwie pół godziny temu- wyjaśniła.
-O co chodzi?- kolejne pytanie wypłynęło z jej ust.
-Dziennikarka mi zachorowała, a miała umówiony wywiad. Oni już tu są i czekają, a ja nie wiem co robić- powiedziała na jednym wdechu.
-Jestem kompletnie nie do życia. Nie możesz znaleźć kogoś innego?- zapytała, przecierając obolałe oczy. 
-Lo, gdybym miała jakiś wybór, to nie dzwoniłabym do ciebie. Z reszta obiecałaś, że pomożesz mi, gdy będę w kryzysowej sytuacji, pamiętasz? To jest właśnie taka sytuacja- zaczęła. -Ruth przygotowała pytania. Po prostu je przeczytasz, dorzucisz coś od siebie, będziesz się uśmiechać i ładnie wyglądać. Przecież lubisz to robić i jesteś w tym świetna. Z chęcią dałabym ci pełen etat, gdybyś tylko nie wyjeżdżała cały czas i nie wolała współpracować ze swoim ojcem...
-Dobra, zgadzam się- przerwała jej. -Przeprowadzę ten cholerny wywiad.
-Taaaak!- wykrzyknęła tryumfalnie. -Tylko bądź w redakcji najszybciej jak to możliwe. Po prostu wsiądź w samochód i przyjedz. Oni...
-Mamo- blondynka ponownie weszła w słowo swojej rodzicielce. -z kim właściwie mam się spotkać?
-Aaaa- kobieta zaśmiała się nerwowo. -To tacy mili chłopcy. Na pewno będzie wam się dobrze rozmawiało.
-Mamo- ponagliła ją.
-One Direction. Naprawdę bardzo sympatyczni. Bądź jak najszybciej- powiedziała szybko i rozłączyła się, zanim Lo zdążyła zaprotestować.
     One Direction?! Zaklęła pod nosem i wyskoczyła z łóżka. Nie błyszczała jakaś szczególną wiedzą na ich temat. Było ich pięciu, brali udział w X-factor. Zawsze kojarzyli jej się z nieco przesłodzonymi, zbytnio wyidealizowanymi chłopcami, na widok których rzesze dziewczyn mdleją, płaczą i krzyczą jednocześnie. Muzykę mieli w porządku. Chyba nawet tańczyła do jednej z nich kilka dni temu. Ale nie znała nawet ich imion. Wpakowała się w niezłe bagno.
     Naciągnęła na nogi czarne rurki, włożyła pierwszy sweter, który wpadł jej w ręce. Pognała do łazienki, starając się jednocześnie założyć drugą skarpetkę, co skończyło się bolesnym zderzeniem z podłogą. Splątała włosy w niechlujnego koczka na czubku głowy, wyszczotkowała  zęby w ekspresowym tempie i pochwyciła kosmetyczkę, stwierdzając że wymaluje się w samochodzie. Odnalazła torebkę, która pałętała się gdzieś w okolicach łóżka. Wsunęła stopy w czarne buty, zdjęła z wieszaka ramoneskę, spakowała potrzebne dokumenty, chwytając jednocześnie kluczyki od samochodu. A wszystko to zrobiła w mniej niż 5 minut.
     Kiedy już siedziała w swoim Mini Cooperze, rozkoszując się pierwszymi dźwiękami najnowszej piosenki Florence and The Machine postanowiła pogłębić nieco swoją wiedzę na temat zespołu, z którym za chwile miała się spotkać. Wyciągnęła z kieszeni telefon i wybrała numer młodszej siostry, która była chyba największa skarbnicą wiedzy o piątce chłopaków.
-Lizzie, za chwile mam wywiad z One Direction. Co powinnam wiedzieć na ich temat?

~*~

     Trójka chłopaków siedziała w niewielkim pomieszczeniu. Pokaźnych rozmiarów kanapa, krzesło obrotowe, szklany stoliki, ściany przyozdobione zdjęciami okładek i ogromne okno, za którym rozciągał się zapierający dech w piersiach widok na Londyn. Jeden z nich przysypiał na oparciu kanapy, drugi pochłonięty był nową aplikacją w telefonie, a trzeci po prostu cierpliwie czekał. 
-Nudzi mi się- ziewnął blondyn i wygodniej ułożył się na sofie. -Może pomieszaliśmy terminy, dlatego nikogo nie ma.
-Nie, wszystko się zgadza- odpowiedział obcięty na krótko brunet.
-Myślę, że nie będą przeprowadzać żadnego wywiadu, skoro nie jesteśmy w komplecie- chłopak odłożył telefon i założył ręce za głowę. -Ja pierdziele. Szlag mnie z nimi trafia.
-Może chodźmy do domu- zaproponował Niall, powracając do pozycji siedzącej i poprawiając rozmierzwione włosy.
-Nie możemy tak po prostu wyjść- powiedział Liam.
-Może zadzwoń do Paul'a i zapytaj co mamy robić- Horan rzucił kolejną propozycją.
-Dzwoniłem, ciągle ma zajęty numer- wyjaśnił brązowooki.
-To może...- zaczął blondyn, ale widząc karcące spojrzenie Louisa, natychmiast zamknął usta. 
-Spróbuje jeszcze raz połączyć się z Harry'm- zaczął najstarszy z nich. -Ty dzwoń do Paul'a, Marco, Pablo, kogokolwiek- zwrócił się do Liam'a. -A ty- spojrzał na Niall'a. -przestań używać słowa "może". Idź coś zjeść.
Szybko dostosowali się do poleceń Louisa. Blondyn ochoczo wybrał się na poszukiwanie czegoś zjadliwego, a Li przeglądał właśnie listę kontaktów. Sam Lou próbował po raz kolejny dodzwonić się do Harry'ego. Bezskutecznie. 
Nagle w pomieszczeniu rozbrzmiał donośny dźwięk przychodzącego połączenia. Paul. 
-Tak?- Liam przyłożył aparat do ucha.
-Rozmawiałem właśnie z panią Shearer- zaczął, bez zbędnych powitań. -Mają jakiś problem z dziennikarką, ale ktoś wkrótce się pojawi- wyjaśnił. -Powiedz mi lepiej dlaczego jest was tylko trójka? Zespół składa się z pięciu członków, chyba nic się nie zmieniło.
-Hmmm- zaczął niepewnie. -Zayn wyszedł niedawno. Powiedział, że ma dość głupich wywiadów i że nikt nie pyta go o zdanie. Ma ciężkie dni ostatnio.
-Też miewam ciężkie dni, a jakoś nie olewam swojej pracy- powiedział, wyraźnie zdenerwowany. -A Harry? Niech zgadnę... Jest na jakieś imprezie, zalany w trupa i nawet nie wie jak się nazywa?
-Wyszedł wczoraj z jakimiś dziewczynami i jeszcze nie wrócił- powiedział Payne, głośno przełykając ślinę. -Louis właśnie próbuje się...- spojrzał na przyjaciela, który dał mu do zrozumienia, że udało mu się skontaktować ze Styles'em. -dodzwonił się do Harry'ego. Powiedział, że właśnie jedzie.
-Świetnie- rzucił chłodno. -Jesteście profesjonalistami, a zachowuje cie się jak banda rozkapryszonych dzieciaków- dodał oschle. -Znajdźcie Zayn'a i zróbcie ten pieprzony wywiad.

~*~

     Blondynka zaparkowała tuż pod gmachem wieżowca. Wyskoczyła z samochodu, uprzednio rzucając okiem na deskę rozdzielczą. Korki były dla niej niezwykle łaskawe. Zazwyczaj stała bez ruchu dobre pół godziny, a teraz udało jej się całkowicie ominąć ten londyński kocioł. Pomachała radośnie do przemiłego starszego ochroniarza, ale zamiast udać się wprost do siedziby redakcji, skręciła w boczną uliczkę. 
Była to jedna z tych bogatszych dzielnic Londynu. Pokaźne biurowce, nowoczesne budynki i ekskluzywne sklepy wypełniały cała przestrzeń. Tylko jeden budynek nie pasował do okolicy. Dlatego stał się jej ulubionym. Był znacznie niższy od pozostałych, wyraźnie naznaczony upływającym czasem. W niektórych miejscach odpadał tynk, a okna pozbawione były szyb. Jednak pomimo obskurnego wyglądu, miał w sobie coś niezwykłego. Z jego dachu rozpościerał się przepiękny widok na Tamizę i pobliski park. Ponadto miejsce to emanowało tak niesamowita ciszą, że będąc na górze Lo miała wrażenie, że jest daleko od ruchliwego Londynu, zabieganych ludzi, tego całego bałaganu. Siedziała na dachu i po prostu się wyłączała. Rozkoszując się widokiem, uczuciem błogości i samotnością zapomniała o wszystkich problemach i mało ważnych sprawach. To była jej osobista oaza spokoju.
     W ekspresowym tempie pokonywała kolejne stopnie, chcąc jak najszybciej znaleźć się na dachu. W końcu pchnęła metalową klapę i postawiła swoje stopy na kamiennym podłożu. Uśmiech momentalnie zagościł na jej twarzy. Podeszła do krawędzi, rozkoszując się przyjemnym uczuciem. Nagle do jej uszu dobiegł dziwny hałas, jakby ktoś, znajdujący się całkiem blisko niej, rzucał czymś o ścianę. Całkowite zdziwienie i dezorientacja wypłynęły na jej twarz, gdy odwróciła głowę w prawo, a jej oczom ukazała się postać jakiegoś chłopaka. Był dosyć wysoki, miał czarne włosy, które pozostawały w kompletnym nieładnie, a jego szczękę pokrywał wyraźny zarost. Siedział na ziemi, podrzucał go góry paczkę papierosów, a jednego z nich trzymał w ustach. Był wyraźnie zdenerwowany i może nieco przybity.
-No nie wierze...- wypowiedziała te słowa zdecydowanie za głośno, bo chłopak momentalnie podskoczył, wypuścił z rąk niedopalonego papierosa i spojrzał na nią przestraszony.
-Tylko nie krzycz- powiedział zrezygnowany. -Podpisze wszystko co chcesz, zrobię sobie z tobą zdjęcie, mam nawet parę fajnych gadżetów. Tylko błagam, nie mów pozostałym, że tu jestem.
Spojrzała na niego kompletnie zdezorientowania, przyglądnęła mu się jeszcze raz i wtedy zrozumiała o czym mówił.
-Ja..., ugh...- zaczęła nieskładnie. -Nie jestem żadną szurniętą fanką, spokojnie. Nie ukradnę ci buta i nie będę się do niego potem modlić, nie martw się- uśmiechnęła się przyjaźnie.- Chodziło mi o to, że, no wiesz... Nie sądziłam, że ktokolwiek oprócz mnie zna to miejsce. 
-Znalazłem je przypadkiem- wyjaśnił, ponownie siadając na ziemi. -Na pewno się na mnie nie rzucisz czy coś?
-Na pewno- zaśmiała się perliście. -Chyba, że dobrałeś się do moich fajek, wtedy będę zmuszona to rozważyć- powiedziała śmiertelnie poważnym tonem, na co chłopak przecząco pokręcił głową. 
Wyciągnęła jedną z szarych cegieł i wyjęła zza niej białą paczuszkę. Usiadła obok niego i zapaliła papierosa, rozkoszując się przyjemnym dymem, który wypełnił jej płuca. 
-Co tu robisz tak właściwie?- zapytał chłopak, pochylając się do przodu.
-Może to dziwne, ale to moje ulubione miejsce w Londynie- wyjaśniła, ponownie się uśmiechając. -Przychodzę tu zawsze jak jestem w mieście.
-A rzadko jesteś?- zapalił kolejnego papierosa.
-Dużo podróżuje- podciągnęła się nieco na rękach, poprawiając swoja pozycje. -A ty?
-Też dużo podróżuje- uśmiechnął się pod nosem, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że nie o taką odpowiedź jej chodziło. -Po prostu potrzebowałem odpocząć od tego wszystkiego- dodał po chwili, widząc jej niezadowolone spojrzenie. 
-Mów, jestem świetnym słuchaczem- rzuciła, widząc wyraźnie, że coś go trapi.
Chłopak przez chwile bił się z myślami, ale gdy tylko spojrzał na jej spokojną twarz i szczerzy uśmiech momentalnie się przełamał. Coś podpowiadało mu, że można jej zaufać. Miała w sobie jakąś dziwną wewnętrzną radość, która emanowała na wszystkie strony i sprawiała, że chyba nie było osoby na tym świecie, która od razu by jej nie polubiła.
-Wiesz- zaczął niepewnie. -to nie jest takie łatwe, ta cała sława- zwrócił twarz w jej kierunku, a ona zachęciła go, by mówił dalej. -Jestem tym naprawdę zmęczony. Dziennikarze potrafią nas wyśledzić chyba w każdym miejscu, fanki chodzą za nami dosłownie wszędzie. Ja wiem, że to dla nich dużo znaczy, możliwość spotkania z którymś z nas, ale mam po prostu dość- tych pisków, krzyków, płaczów.
-Ale kochasz śpiewać- stwierdziła.
-Tylko chyba te negatywne aspekty sławy całkowicie zdominowały to co naprawdę powinno się dla mnie liczyć- westchnął. 
-Życie wymaga od nas pewnych wyrzeczeń. Nie zawsze jest kolorowo- uśmiechnęła się pokrzepiająco.
-Ja to wszystko wiem. I doskonale zdaje sobie sprawę z tego, na co się pisałem. Tylko czasami chciałbym wyjść z przyjaciółmi na kawę, do klubu, jak dawniej. Bez tego błysku fleszy, bez wścibskich dziennikarzy, wypisujących masę bzdur na mój temat. Po prostu, tak normalnie- przeczesał włosy palcami, a w jego oczach można było dostrzec nutkę smutku. -Chyba już straciłem całą radość z robienia muzyki. Zastanawiam się czy nie odejść z zespołu- przejechał dłonią po zmęczonej twarzy. -Jeszcze mam jakiś okropny wywiad w tym momencie. Ughhh, nienawidzę wywiadów. 
Zakończył wypowiedź, po czym ukrył twarz w dłoniach. Blondynka wstała z wcześniej zajmowanego przez siebie miejsca i znalazła się tuż przy chłopaku. Kucnęła przy nim i położyła dłonie na jego kolanach.
-Zayn- zaczęła cicho, a szatyn uniósł lekko głowę.- Wiem, że to zabrzmi głupio w tym momencie, ale wszystko będzie dobrze, jestem tego pewna- powiedziała już nieco głośniej.- Dasz sobie radę, zaufaj mi- uśmiechnęła się lekko, a jego kąciki ust również uniosły się ku górze.
Wierzył jej. Może to dziwne, bo znał ją dopiero kilka minut, nie wiedział nawet jak ma na imię. Ale sama jej obecność wypełniła go jakąś przedziwną siłą, spokojem i nadzieją. 
Nagle panująca wokół ciszę przerwał dźwięk jej telefonu. Lo spojrzała na wyświetlacz i zmarszczyła nos w niezadowoleniu.
-Muszę lecieć- mruknęła przygnębiona. -Mam przeczucie, że to będzie dobry wywiad.
Uśmiechnęła się i zanim zdążył zaprotestować, zatrzymać ją w jakikolwiek sposób, spytać o numer czy imię zniknęła pod metalową klapą. 

~*~

     Drzwi windy otworzyły się na ostatnim piętrze, a Lo wyskoczyła z pomieszczenia jak oparzona. Czekał ją niezły opieprz. Już w głowie słyszała podniesiony głos rodzicielki, na co jej ciałem wstrząsnął potworny dreszcz. Uwielbiała swoją mamę, ale w pracy zachowywała się jak totalna jędza. Była redaktor naczelną, wszystko musiało być perfekcyjne, idealne, dopięte na ostatni guzik. Spóźnienia i sprzeciwy budziły tą najgorszą stronę pani Shearer.
     Zdecydowanie pchnęła ogromne drzwi i znalazła się w środku. Natłok ludzi wręcz buchnął jej w oczy. Wszyscy latali jak poparzeni, trzymając w dłoniach kartki papieru, skrawki materiałów, ubrania na sesje, aparaty, telefony, pendrivy, kubki kawy. Czyli kolejny normalny dzień pracy. Za każdym razem jak tu przychodziła wszyscy zachowywali się dokładnie tak samo. Biegali, jakby od tego zależało ich życie. W środku tego wszystkiego dostrzegła mamę, która kroczyła z podniesioną głowa i wyglądała na całkowicie opanowaną, kompletnie nie pasując więc do panującego wokół bałaganu. 
-Max, na Boga, tyle razy powtarzałam ci, że te dwa materiały kompletnie do siebie nie pasują- spokojnym tonem zwróciła się do młodego chłopaka z geometrycznymi okularami. -Catalonia, nareszcie jesteś- uśmiechnęła się do córki i przytuliła ją na powitanie.
-Umm, nie spóźniłam się?- zapytała zdziwiona, wyswobadzając się z uścisku matki.
-Nie, nie ma jeszcze wszystkich chłopców- zaświergotała wesoło. -Mają jakieś drobne problemy w zespole.
-Wiem, spotkałam jednego z nich po drodze- wyjaśniła.
-Jak było w Maroko?- zapytała kobieta, prowadząc ją do swojego gabinetu. -Poczekaj, wydrukuje ci materiały przygotowane przez Ruth.
-Niesamowicie, pokaże wam zdjęcia i opowiem wszystko szczegółowo jak tylko się rozpakuje- rozsiadła się na skórzanym fotelu.
-Nie miałaś żadnych napadów bólu?- spojrzała na córkę z troską. -Kiedy ostatni raz byłaś na kontroli?
-Nie, wszystko w porządku- blondynka odruchowo położyła rękę na brzuchu. -Mam wizytę w przyszłym tygodniu.
-Powiedz jak będziesz jechać, chce być tam z tobą- uśmiechnęła się niewyraźne i wręczyła jej plik kartek. -Idź do Vivien. Niech cie ubierze w coś przyzwoitego i zrobi porządek z włosami. Nie możesz tak iść na wywiad- dodała, patrząc na nią krzywo.
Lo podniosła się z fotela i zniknęła zza drzwiami, przeglądając zdobyte przed chwilą materiały. Po chwili jednak ponownie wetknęła głowę do przytulnego pomieszczenia.
-Jest Zoey?
-Nie, ma dzisiaj zajęcia- wyjaśniła kobieta, nie odrywając wzroku od komputera. -Nie widziałaś się z nią rano? Pomieszkuje ostatnio u ciebie. Ma problemy z babcią czy coś takiego.
Lo uniosła brwi w geście zdziwienia, mruknęła coś pod nosem i skierowała się do garderoby.
     Po kilkunastu minutach wyszła stamtąd całkowicie odmieniona. Vivien jak zwykle odwaliła kawał dobrej roboty. Ubrała ją w coś bardziej formalnego, a wcześniej splątane włosy, gładko spływały teraz po jej ramionach. Wygładziła bluzkę i stanęła przed pokojem, w którym znajdywali się chłopcy. Wzięła głęboki wdech i z uśmiechem na ustach weszła do środka. Chłopcy siedzieli na kanapie przepychając się miedzy sobą i dyskutując o czymś zawzięcie, ale gdy tylko Lo pojawiła się wewnątrz, natychmiast ucichli. Obrzuciła ich pogodnym spojrzeniem i uśmiechnęła się pod nosem, widząc Zayn'a, który patrzył na nią z szeroko otwartymi oczami i wyglądał, jakby zaraz miał zbierać szczękę z podłogi.
-Przepraszam, że musieliście tak długo czekać. Mieliśmy drobne problemy personalne- zwróciła się do nich, wyjaśniając całą sytuacje. -Nazywam się Catalonia i to mi przypadła przyjemność przeprowadzenia z wami wywiadu.
Podeszła do każdego z nich i uścisnęła im dłonie na powitanie. Kiedy znalazła się naprzeciwko Zayn'a, ten burknął coś niezrozumiałego pod nosem, chcąc wyrazić swoje całkowite zaskoczenia. Lo obdarzyła go jedynie ciepłym uśmiechem i zarzuciła włosy na prawe ramię.
-Catalonia?- zapytał Niall, gdy już zajęła swoje miejsce na wygodnym fotelu. -Jak kraina geograficzna?
-Dokładnie- zaśmiała się lekko.
-Dlaczego tak?- chłopak nie dawał za wygraną, za co został boleśnie szturchnięty przez Liam'a. 
-Mój tata ma niemałą obsesje na punkcie tego miejsca i uparł się, że to imię będzie idealnie do mnie pasowało- wyjaśniła.
-Mieszkałaś tam? I potrafisz mówić po katalońsku?- tym razem zainterweniował Louis, uderzając go w tył głowy i mówiąc, żeby zachowywał się normalnie.
-Taaak- zaśmiała się, rozbawiona całą sytuacją.
-Catalonia, mieszkająca w Katalonii i mówiąca po katalońsku. To całkiem zabawne- powiedział ucieszony blondyn, a reszta chłopaków spojrzała na niego z politowaniem. 
-Ok- poprawiła się na fotelu. -Wiem, że możecie niekoniecznie przepadać za wywiadami- spojrzała znacząco na Zayn'a, którego twarz oblała się soczystym rumieńcem. -więc postaram się nie być zbytnio wścibska i nie zaleje was falą niekomfortowych pytań. 
-Dzięki Bogu- Liam odetchnął z ulgą.
-Możemy zaczynać czy czekamy na brakującego członka?-zapytała, zauważając już wcześniej, że jest ich tylko czworo.
-Harry powinien tu być za kilka sekund- powiedział Lou.
I właśnie wtedy drzwi do pokoju otworzyły się gwałtownie, a na środku stanął zdyszany chłopak, który wyglądał, jakby przed chwilą ktoś wywirował go w pralce. 
-Cześć, jestem Catalonia- wyciągnęła do niego dłoń i uśmiechnęła się przyjaźnie. 
Harry spojrzał na nią chłodno, mierząc ją przenikliwym spojrzeniem, co wprawiło ją w lekkie zakłopotanie. W końcu chwycił swoją duża dłonią jej małą, ale szybko się cofnął, jakby właśnie kopnął go prąd. Rzuciła mu zdezorientowane spojrzenie, a on popatrzył na nią tak, jakby chciał ją zamordować. Po chwili usiadł obok Louisa.
-Masz na sobie to samo ubranie co wczoraj- oburzył się Liam. -I do tego jebie od ciebie alkoholem.
-Wybacz tato, nie zdążyłem się przebrać- odburknął i przymknął powieki.
-Ok, zaczynajmy- uśmiechnęła się niemrawo, totalnie wytrącona z równowagi sytuacją sprzed kilku sekund.
     Pomimo początkowych niesnasek wywiad przebiegł w całkowicie przyjaznej atmosferze. Było naprawdę dużo śmiechu, a chłopcy czuli, jakby znali Lo od lat. Jakby nie siedziała przed nimi zupełnie obca dziennikarka, tylko stara znajoma, z którą całkowicie swobodnie rozmawiali. Tylko Harry rzucał jej co chwile mordercze spojrzenia, ale starała się go ignorować. Tylko jedna rzecz nie dawała jej spokoju. Lizzie wypowiadała się o nich jak o paczce szczęśliwych, kochających swoją prace, zżytych ze sobą przyjaciół. I rzeczywiście, na pierwszy rzut oka tak było. Byli zabawni, co chwila rzucali jakieś ironiczne uwagi na swój temat, szturchali się i wygłupiali. Ale ona dostrzegła coś więcej. Rozkojarzenie Liam'a, zdenerwowanie Louis'a, przygnębienie Zayn'a, zirytowanie Harry'ego i Niall'a, który za wszelką cenę próbował skleić ich do kupy. Coś zdecydowanie złego działo się z tym zespołem.


~*~

     Gdy tylko Lo przekroczyła próg mieszkania, jej nozdrza momentalnie wypełnił smakowity zapach.
-Cześć Zoey!- krzyknęła, ściągając buty i odwieszając kurtkę na swoje miejsce. 
Głowa przyjaciółki momentalnie wyłoniła się zza ściany, a na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
-No hej- powiedziała brunetka, podbiegając do niej szybko. -Okropnie się za tobą stęskniłam, wiesz?- pochwyciła Lo w ramiona i przytuliła ją mocno.
-Nie było mnie zaledwie dwa tygodnie- zaśmiała się blondynka. -Ale też tęskniłam- szturchnęła ją w bok.
-Ogarnęłam ten burdel, który po sobie zostawiłaś- Zoe powróciła do gotowania. 
-Dzięki. Spieszyłam się- powiedziała na swoje usprawiedliwienie, siadając jednocześnie na blacie. 
-Wywiad z One Direction. Wiem, Lizzie mi mówiła- brunetka uniosła sugestywnie brwi. -Są tak oszałamiająco przystojni jak na tych wszystkich zdjęciach?
-Są bardzo sympatyczni- powiedziała wymijająco.
-Lonka, daj spokój!- krzyknęła podekscytowana. -Sympatyczny to jest mój dziadek, jak gra w bingo ze swoimi kolegami.
-Ahhhh- blondynka jęknęła podirytowana. -Są tacy, no wiesz… normalni. 
-Normalni?- zapytała zawiedziona.
-Dobra, są też zabójczo przystojni- dodała Lo, widząc niezadowoloną minę przyjaciółki. -Ale nie zachowują się jak światowego formatu gwiazdy, tylko jak zwykli ludzie. I są zabawni i dużo mówią i naprawdę zrobili na mnie pozytywne wrażenie, pomimo tego, że nie przepadałam za nimi jakiś szczególnie- powiedziała na jednym wdechu. -Oprócz Harry'ego. Patrzył na mnie, jakbym udusiła mu ojca skarpetką. Dziwny człowiek. 
Zoey uśmiechnęła się zadowolona, w pełni usatysfakcjonowana taką odpowiedzią. Wyciągnęła z szafki dwa talerze, nałożyła na nie makaron i zaniosła do salonu, gdzie zwykły jadać. 
-Zoe?- blondynka zwróciła się do niej, przełykając kolejna porcje posiłku.
-Hmmm?- mruknęła z pełną buzią. 
-Dlaczego nie jesteś u siebie tak właściwie?
-Babcia przyjechała, żeby mnie skontrolować, ale miałam jej dość po dwóch dniach, więc powiedziałam, że jadę na jakieś sympozjum medyczne do Manchesteru, musiałam przekoczować tutaj- wyjaśniła.
-Wiesz, myślę, że powinnaś im w końcu powiedzieć, że...- zaczęła Lo, ale przyjaciółka weszła jej w słowo.
-Że rzuciłam medycynę, nie będę kontynuować rodzinnej tradycji, a od roku mam zajęcia z fotografii, która nie zapewni mi odpowiedniej przyszłości? Przecież wyrzucili by mnie z domu i odcięli od jakichkolwiek środków finansowych- jęknęła.
-I wtedy w końcu zamieszkałabyś tutaj- powiedziała blondynka, odkładając talerze do zlewu. -Masz tu swoje łóżko, szczoteczkę i masę ubrań. Jesteś tutaj praktycznie codziennie. Nie rozumiem dlaczego nie chcesz się wprowadzić.
-Bo oni nie po to budowali dom, żeby teraz stał pusty- brunetka przewróciła oczami. -Zresztą z czego miałabym żyć?
-Przecież dostajesz jakaś kasę za staż u mojej mamy- zauważyła Lo. -A jakby ci brakowało to mogłabym pomyśleć o jakiejś dodatkowej pensji za sprzątanie mi mieszkania- zaśmiała się głośno.
-To nie takie proste- brunetka spuściła głowę.
-Zoey, oni nie mogą do końca życia cię kontrolować. Masz prawo do własnych decyzji- objęła ja ramieniem.
-Kiedyś im powiem- wyszeptała, dając do zrozumienia, że zakończyła rozmowę. 
Lo westchnęła głęboko i zniknęła za drzwiami sypialni, by po chwili wrócić z laptopem.
-Oglądamy jakiś film?- zapytała, na co Zoe ochoczo przytaknęła głową. 
Spędziły więc wieczór tak jak lubiły najbardziej- w swoim towarzystwie, obżerając się niezdrowym żarciem i śmiejąc się do rozpuku.


~*~

Oddaje w wasze ręcę pierwszy rozdział. Mam ogromną nadzieję, że się spodoba. Szalenie dziękuje za poprzednie opinię. Pamiętajcie, że każdy komentarz jest dla mnie gigantycznie ważny i daję dużą motywację do dalszego pisania ;)



26 komentarzy:

  1. Lubię takie długie rozdziały, haha :)
    Mi nigdy takie nie wychodzą;x
    No i ogólnie to rozdział super, ale to już pewnie wiesz! Czekam na następny. x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, dzięki ;)
      Haha, to ja ma na odwrót- nie potrafię pisać krótko i zawsze wychodzą mi takie długaśne.

      Usuń
    2. To właśnie dobrze, ciesz się :D
      Ja jeden rozdział pisze kilka dni, a i tak jest taki krótki, że nie wiem ;/

      Usuń
  2. UAUAUAUAUAUAUUAUAUAUA TAAAAAAAAAAAAAAAAK GENIALNIEE <3 już chce następny rozdział!!! pisz szybko! bo chce wiedzieć co jest nie tak z Harry'm i reszta zespołu. i pisz dalej takie długie rozdziały ;) a tak wgl to Lonka i uduszony skarpetką ojciec to moi zdecydowani faworyci tego rozdziału ;**

    OdpowiedzUsuń
  3. Podoba mi się długość :p a nawet mogą być jeszcze dłuższe :* A co do rozdziału , jest naprawdę świetny . Masz taki lekki styl pisania co czyta sie bardzo płynnie . Aż chce się więcej i więcej takie to ładne :D
    A do tego jeszcze imię bohaterki Catalonia . . Uwielbiam Hiszpanię a w szczególności stolice tej krainy . No i drużynę piłkarską :D < 3
    Czekam na kolejny rozdział :** No i dziękuje za informacje u siebie ^^
    Ściskam mocno :* < 3

    OdpowiedzUsuń
  4. Wreszcie doczekałam się tego rozdziału. Wspaniały. Czekam na więcej.

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetnie! Bardzo szybko napisałaś ten rozdział i jestem pod ogromnym wrażeniem *____* Bardzo zdziwiła mnie reakcja Harolda :/ Taki niemiły pudelek w towarzystwie tak miłego zespołu i tak fajnej dziennikarki xD Czekam na next.

    Pozdrawiam i zapraszam do mnie
    moja-szalona-wyobraznia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. zazwyczaj nie preferuję zbyt długich rozdziałów,ale od tego się nie mogłam oderwać! nawet nie zauważyłam jak szybko się skończył i uwierz mi,miałam ochotę zabić mojego brata gołymi rękami kiedy mi przerwał bo nie wiedział jak włączyć piekarnik (to jeszcze smutniejsze bo on ma 24 lata).Ale odbiegam od tematu.rozdział po prostu fenomenalny i nie mogę się doczekać kolejnego :)

    http://alwaysgleamofhope.blogspot.com/

    http://unusual-direction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Super <3 Ciekawe dlaczego Hazz się tak zachowywał....
    Mam nadzieję że next będzie szybko i to tak długi jak ten
    Xoxo
    teenage-affection.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. ASDFGHJKL *.* Świetny rozdział <33 najbardziej podobało mi się : "A Harry? Niech zgadnę... Jest na jakieś imprezie, zalany w trupa i nawet nie wie jak się nazywa?" , "Nie jestem żadną szurniętą fanką, spokojnie. Nie ukradnę ci buta i nie będę się do niego potem modlić, nie martw się" . "Na pewno- zaśmiała się perliście. -Chyba, że dobrałeś się do moich fajek, wtedy będę zmuszona to rozważyć" i w ogóle jeszcze z 500 rzeczy :DD Czekam na następny mam nadzieję że będzie szybko i będzie tak samo cudowny jak 1 ;) PS. Życzę weny ;3

    OdpowiedzUsuń
  9. Super:) Podoba mi się, ale błagam powiedz mi czy to opowiadanie będzie o Zaynie i Lo czy Harrym i Lo. Byłabym wdzięczna za odpowiedź :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo ciekawy blog zapraszam do mnie http://yougivemeloveigiveyouallican.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. nie mogę zdradzać fabuły ;p

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo sympatyczna historia :) Trafiłaś w mój gust z tą miłością bohaterki do podróży (dzielę z nią tą samą pasję :D)
    Życzę dużo weny i z niecierpliwością czekam na następny rozdział,
    Av. x
    [ our-unusual-story.blogspot.com ]

    OdpowiedzUsuń
  13. Podoba mi się ;D
    Ciekawie piszesz ;]
    podoba mi się ;>

    http://imaginy-one-direction-polska.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Hej!
    Zapewne wszyscy Ci mówią, że jesteś obłędna, niesamowita, cholernie utalentowana... I Wiesz co? Jestem tego samego zdania! Mimo iż rozdziały są dla mnie odrobinę za długie jakoś zdołałam przebrnąć ;)
    Jestem zafascynowana zarówno historią jak i Twoją osobą!
    Będę tu zaglądać!
    Zapraszam do siebie:
    http://do-you-think-you-are-doing-well.blogspot.com/
    Pozdrawiam, Magda :*

    OdpowiedzUsuń
  15. fantastyczny i do tego długi <333

    OdpowiedzUsuń
  16. Kiedy będzie następny ?

    OdpowiedzUsuń
  17. Jesteś swietna. Piszesz z taką nawet nie wiem jak to wytłumaczyć. Ten blog stał się jednym z moich ulubionych. Wielkie brawa dla Ciebie. O czywiście już nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału. xoxo

    OdpowiedzUsuń
  18. Bajeczne. Piszesz świetnie, tak lekko i zwięźle ale jednocześnie wszystko jest przyjemnie opisane. Temat jest fantastyczny, życiowy i taki ... hmm.. interesujący. Cieszę się też, że Lo nie ma takich samych relacji z poszczególnymi chłopakami, choć uprzedzam, że będę uporczywie kibicować Stylesowi żeby jego stosunki nabrały kolorów ;) Co mogę więcej powiedzieć... hmm... chyba tylko tyle, że znalazłam kolejne obiecujące opowiadanie, które zapiszę w zakładkach, będę dzielnie czytać i z niecierpliwością wyczekiwać kolejnych rozdziałów.
    Życzę powodzenia i oficjalnie wpisuję się na listę stałych czytelników.
    Pozdrawiam
    Beata

    Ps: Muszę jeszcze wspomnieć, że niektóre teksty rozbawiły mnie do tego stopnia, że śmiałam się jak totalny niedorozwój, dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  19. dzisiaj byłam tak zdesperowana bo nie mogłam znaleźć twojego bloga, zapomniałam o nim na chwile i dzisiaj przypomniałam sobie, że czekałam na rozdział u ciebie, a na moim blogu nie mogłam znaleźć komentarza, przeszukałam całą historie i jestem, boże drogi, jesteś naprawdę dobra, bardzo mi się podoba, Zayn, pokazałaś go ze strony takiej, której ja się obawiam, obawiam się, że tak jest naprawdę, nie wiem co mam jeszcze napisać, jesteś niesamowita, z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział, tym razem dodaje do obserwowanych, żebyś mi nie umknęła, jeszcze raz, jesteś naprawdę dobra, nie zawiodłaś mnie, jestem pod wrażeniem, oby tak dalej, ♥ - Alex

    OdpowiedzUsuń
  20. Super opowiadanie ♥ Uwielbiam Catalonie ahhaah ♥

    Twój blog polecany jest tutaj:

    ' Lena przyjechała do Londynu w konkretnym celu, chce połączyć swoją przyszłość z pasją-aktorstwem​. Wypadek staje jej na drodze, ale czy może całkowicie skreślić jej plany? A może wręcz przeciwnie? Może poznane w szpitalu osoby odmienią całe jej życie? ' ------> http://motylki-z-brzucha-hazzy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  21. No cóź myślę, że słowo super wystarczy :)

    OdpowiedzUsuń
  22. fajnie się zapowiada. zdecydowanie zyskałaś nową czytelniczkę ;) pozdrawiam i życzę weny :*

    OdpowiedzUsuń